Znajdziesz mnie na: 

facebook Znany lekarz

 

Jako psychoterapeutka i pedagog coraz częściej obserwuję zjawisko, które budzi we mnie głęboki niepokój. Coraz częściej jestem zbulwersowana zachowaniami rodziców. Nie dlatego, że są „niewystarczająco idealni”. 

Nie, nie chodzi o brak ideału — bo wychowanie zawsze jest procesem pełnym prób i błędów a ideały w wychowaniu nie istnieją.

Problem polega na tym, że wielu z nich w ogóle nie zatrzymuje się, by zadać sobie pytanie:

Jaki wpływ mają moje zachowania na moje dziecko?

Często w ogóle nie zastanawiają się, co robią własnym dzieciom. Krzyki, upokarzanie, straszenie, emocjonalna huśtawka. Brak granic albo granice jak mur więzienny. Ignorowanie emocji, umniejszanie, zawstydzanie.

Albo przeciwnie – wciąganie dziecka w swoje konflikty, lęki, niespełnienia.

A potem…

Potem to samo dziecko trafia do gabinetu. Z lękiem, depresją, niską samooceną, poczuciem winy, trudnościami w relacjach.

I wtedy oczekiwanie jest jedno: „Niech pani to naprawi.”

Jakby dało się szybko posprzątać syf i bałagan, który dziecko dostało w prezencie na lata. Jakby można było cofnąć lata chaosu, bólu i samotności jedną wizytą tygodniowo. Tylko że prawda jest brutalna: To, co rodzice robią (albo czego nie robią), często niesie konsekwencje na całe życie. W dorosłych związkach. W obrazie siebie. W sposobie regulowania emocji. W tym, czy ktoś czuje, że w ogóle ma prawo istnieć.

Psycholog nie jest magikiem. Nie cofnie dzieciństwa. Nie wymaże lat zaniedbań, przemocy emocjonalnej czy chaosu.

Bo największym aktem miłości wobec dziecka nie jest wysłanie go do psychologa. Jest wzięcie odpowiedzialności za własne zachowania.

Nie.

Psycholog nie naprawia dzieci. Psycholog pomaga im przeżyć to, czego dorośli nie udźwignęli.

Najtrudniejsza prawda jest taka: Dzieci nie psują się same. One dźwigają to, co dostają w domu — często przez całe dorosłe życie.

Dlatego zamiast pytać: „Dlaczego moje dziecko ma problem?” warto odważyć się i zapytać:

„Jaki ja mam w tym udział?”, „Czy mam odwagę zobaczyć, jaki prezent emocjonalny daję mu każdego dnia?”

W Boże Narodzenie z uważnością wybieramy prezenty dla dzieci. Zastanawiamy się, co sprawi im radość, co będzie „od serca”, co zapamiętają. Pakujemy, przewiązujemy wstążką, wkładamy pod choinkę.

A jest jeszcze jeden rodzaj prezentów, które dzieci dostają codziennie.

Nie zapakowane w papier.

Nie zawsze zauważane.

To słowa, które słyszą. To sposób, w jaki reagujemy na ich emocje. To nasza obecność albo jej brak. To bezpieczeństwo — albo napięcie.

Dziecko może dostać najpiękniejszą zabawkę, a jednocześnie codziennie otrzymywać w prezencie: poczucie, że jest niewystarczające, że jego emocje są „za duże”, że musi zasłużyć na uwagę. Te prezenty zostają na długo. Wracają w obrazie siebie, w sposobie przeżywania świata.

Psycholog widzi to potem bardzo wyraźnie. W dorosłych, którzy nie pamiętają, co dostali pod choinkę,

ale doskonale pamiętają, jak się czuli w swoim domu.

W te Święta, obok prezentów pod choinką, warto zatrzymać się i zapytać:

Jakie emocjonalne prezenty daję mojemu dziecku każdego dnia — i czy chciałabym/chciałbym, żeby niosło je ze sobą przez całe życie?

 

TEKST I OPRACOWANIE: MONIKA PANKOWSKA - DUBER, www.psychoterapeutaplock.pl

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2017 | Projekt i wykonanie: Hedea.pl
Polityka plików cookies

Ta strona wykorzystuje pliki cookies i inne podobne technologie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w pamięci Twojego urządzenia.